piątek, 3 kwietnia 2015

"Ruszyła maszyna, już nic nie zatrzyma..."

Ruszyła... :) Po kilku dniach zasłużonego odpoczynku, zreanimowana, zaczęła robić swoje. Tydzień temu, w samym środku szycia, maszyna ma odmówiła posłuszeństwa. Złamała igłę i zamilkła. Tzn. nie do końca... "buczała" ale "nie chodziła". Wieczór był już bardzo późny i nie chciałam angażować Męża, posmutniała udałam się więc na spoczynek. Rano pomyślałam, że trzeba by zajrzeć do środka. Ja mam maszynę bardzo starą, śrubki były trochę zapieczone, w końcu się udało. Po wnikliwych oględzinach dokonanych mym humanistycznym, polonistycznym okiem, doszłam do wniosku, że coś się stało z chwytaczem rotacyjnym (że to się tak nazywa wyczytałam oczywiście w Interniecie ;) Zakomunikowałam więc mojemu Mężowi, że trzeba oddać staruszkę na rehabilitację. On jednak zajrzał, pokręcił, postukał i powiedział, że zrobi!! :) Uradowałam się więc, bo każda zaoszczędzona złotówka się liczy. Mój Inżynier naprawił, poskręcał i zawołał mnie na testy. Wszystko łanie, równo pracuje, mogłam więc dokończyć torbę, do której zachęciła mnie Adela. Wszyłam dwie ostatnie wypustki, złożyłam i połączyłam całość... i oto jest!
Bardzo spodobał mi się pomysł torby dwustronnej, można ją nosić do różnych ubrań i to wielki plus! Jako miłośniczka grochów i groszków skorzystałam z oryginalnej stylizacji Autorki i jedna strona tak właśnie wygląda: