Jednym z moich pierwszych szyciowych postanowień było wykonanie własnej kosmetyczki. Do torebki mam taką podręczną, kupioną lub otrzymaną lata temu. Lubię ją, choć jest trochę mała i nie wszystko mi się mieści. Pilniejsza okazała się jednak kosmetyczka na przybory toaletowe i higieniczne, taka typowa, podróżna, do której wrzuca się mydło, antyperspirant i wszystkie te zdobycze współczesnej chemii, po czym zasuwa zamek błyskawiczny i chowa do walizki. Ja nie posiadałam takowej :)
Kiedyś jakąś miałam, później pewnie zgubiłam i już od dłuższego czasu za "kosmetyczkę" służył mi... worek :) Taki klasyczny przedszkolny kapcioszek ze sznurkiem. Kupiłam go swego czasu za grosze w jakimś markeciku, a że jest wykonany z materiału, który nie trzyma wilgoci i łatwo się go czyści wilgotną szmatką - sprawdza się świetnie :) Jest też bardzo pojemny, co nie pozostaje bez znaczenia odkąd dla wygody pakuję się razem z synkiem. Ogólnie polecam taki worek :) Dla mnie był normą przez naprawdę długi czas - do momentu, w którym wylądowałam w szpitalu :) Dziewczyny, z którymi leżałam na sali, kiedy wyjęłam to cudo... wzrokiem wyraziły swoje wrażenia :) Nie przejęłam się tym specjalnie, jednak zaczęłam przemyśliwać o "prawdziwej" kosmetyczce. Chciałam kupić, zapominałam, nie mogłam się zdecydować albo żal mi było pieniędzy, bo zawsze jest coś ważniejszego.Teraz właśnie sobie taką uszyłam, a nawet dwie! Jestem bardzo zadowolona i rozochocona, z czego skwapliwie skorzystały moje siostry, zamawiając każda po jednej takiej. Do szycia zatem! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz